Jak przeciąć pętlę cyfrowej iluzji

Tytuł nie jest mój, jak i tekst poniżej. Ale uważam, że wart jest  przeczytania bardzo. Podsumowuje wiele wątków ważnych w dzisiejszym świecie, krótko i na temat właśnie

______

Jak przeciąć pętlę cyfrowej iluzji

Opublikowany 2026-09-07

Prof. W. Julian Korab-Karpowicz

Rzeczywistość okazała się parodią składanych ludziom wcześniej obietnic. Zamiast wolności mamy subtelną, wszechobecną formę kontroli umysłów. Zamiast prawdy – nieskończony szum, w którym najgłośniej brzmią wrogość i kłamstwo.

Każdego ranka miliony ludzi w Polsce, w Europie oraz w innych miejscach na świecie budzą się z tym samym, trudnym do zdefiniowania uczuciem. To nie jest zwykłe fizyczne zmęczenie, które mija po filiżance kawy lub przespanej nocy. To głęboki, egzystencjalny ciężar – poczucie, że świat wokół nas stał się permanentnie wrogi, niestabilny i niesprawiedliwy. Przez dekady wmawiano nam, że postęp technologiczny, globalizacja i powszechny dostęp do informacji przyniosą ludzkości wyzwolenie. Obiecano nam cyfrową agorę, na której wolne jednostki będą wymieniać myśli w poszukiwaniu prawdy.

Rzeczywistość okazała się jednak ironiczną parodią tych obietnic. Zamiast wolności otrzymaliśmy subtelną, wszechobecną formę kontroli umysłów. Zamiast prawdy – nieskończony szum, w którym najgłośniej brzmią kłamstwo i nienawiść. Ludzka cierpienie i krzywda zostały sprowadzone do roli powszedniego, algorytmicznego tła w serwisach informacyjnych. Należy przestać traktować ten stan jedynie jako dzieło przypadku, kryzys geopolityczny czy „naturalny etap rozwoju cywilizacji”. To, czego doświadczamy, to precyzyjnie zaprojektowany i bezwzględnie egzekwowany algorytm.

Współczesny świat nie jest rządzony przez karykaturalne postacie, które spotykają się w ciemnych pokojach, by knuć spiski przeciwko ludzkości. To archaiczne wyobrażenie, które mieszacze informacyjni chętnie podtrzymują, aby każdą próbę buntu i wyzwolenia ośmieszyć jako „teorię spiskową”. Prawdziwa władza ma dziś charakter bezosobowy. Kryje się za zimną architekturą algorytmów, strukturami funduszy inwestycyjnych, monopolami technologicznymi i mechanizmami rynków finansowych. To rozproszona sieć interesów, która działa według jednej, prostej zasady: maksymalizacja zysku i kontroli poprzez permanentne zarządzanie kryzysem. To aksjomat naszych czasów, który musimy wreszcie głośno nazwać po imieniu, by móc go przeciąć jednym, zdecydowanym ciosem.

Fabryka podziałów i mechanizm polaryzacji

Aby zrozumieć, jak działa ten mechanizm, na którym wspierają się elity globalne, należy przyjrzeć się surowcowi, na którym bazuje. Tym surowcem jesteśmy my sami – nasza uwaga, nasze emocje, a przede wszystkim nasz strach. W dawnym świecie bogactwo budowano na ziemi, złocie lub ropie naftowej. W XXI wieku najcenniejszą walutą stała się informacja. Algorytmy wielkich platform społecznościowych, które kontrolują cyfrowy obieg informacji, zostały zaprojektowane w jednym celu: utrzymać nas przed ekranami jak najdłużej.

Analityczne badania neurobiologiczne i beheviorystyczne bezlitośnie odkrywają bezlitosną prawdę: nic nie przyciąga ludzkiej uwagi skuteczniej niż gniew, oburzenie i lęk. Spokojna dyskusja, merytoryczna argumentacja i dążenie do kompromisu są z punktu widzenia systemu masowego zniewolenia nieopłacalne. One nie generują kliknięć, nie wywołują lawiny komentarzy, nie zatrzymują wzroku na reklamach. Dlatego system opart na cywilizacji dominacji celowo promuje skrajności. Codziennie jesteśmy karmieni spreparowanymi informacjami, które mają nas utwierdzić w przekonaniu, że nasi sąsiedzi, współpracownicy czy rodacy o odmiennych poglądach są naszymi wielkimi wrogami.

Sztuczna polaryzacja społeczeństwa to arcydzieło inżynierii społecznej dzisiejszych elit światowych. Skłóconym, przerażonym i podzielonym na zwalczające się plemiona społeczeństwem rządzi się najprościej, podobnie jak skłóconymi i walczącymi ze sobą Słowianami. Ludzie, którzy nieustannie kłócą się ze sobą o kwestie światopoglądowe, historyczne, kulturowe czy polityczne, nie mają wyższej wizji, by spojrzeć ponad, w górę i zobaczyć, kto ciągnie za sznurki tej marionetkowej sceny. Podczas gdy podzielona ludzkość siły w bratobójczych walkach i sporach, ukryta elita finansowa i informacyjna transferuje globalny kapitał, ogranicza swobody obywatelskie oraz monopolizuje kolejne sektory życia.

Gdy prawo staje się narzędziem ucisku

W tym perfidnym układzie sił tradycyjne instytucje państwowe, które z założenia miały chronić obywateli i stać na straży sprawiedliwości, zostały w dużej mierze skorumpowane lub zredukowane do roli wykonawców woli silniejszych. Prawo przestało być tarczą dla słabych, a stało się mieczem w rękach korporacyjnych i politycznych gigantów. Patrząc na to z perspektywy historycznej i prawnej, dostrzegamy przerażający proces: normy prawne są celowo komplikowane i zamieniane w nieczytelny labirynt, w którym odnaleźć mogą się wyłącznie ci, których stać na armie najlepiej opłacanych prawników.

Widzimy to na każdym kroku. Mały, lokalny przedsiębiorca jest niszczony przez biurokrację i bezwzględne kontrole za najmniejsze uchybienie, podczas gdy globalne korporacje legalnie unikają opodatkowania, transferując miliardy dolarów do rajów podatkowych. Obywatel domagający się prawdy jest inwigilowany i uciszany, podczas gdy instytucje odpowiedzialne za dezinformację na masową skalę zasłaniają się wolnością słowa lub tajemnicą korporacyjną. To nie jest błąd w systemie. To jest system w pełnej krasie.

Ta niesprawiedliwość rodzi potężny gniew, który elity potrafią jednak doskonale kanalizować. Zamiast pozwolić, by ten gniew uderzył w źródło ucisku, system przekierowuje go na kolejne mniejszości, inne grupy społeczne czy zewnętrzne zagrożenia. W ten sposób pętla cyfrowej iluzji zaciska się coraz mocniej. Ludzie dobrowolnie oddają swoje prawa i wolności w zamian za obietnicę bezpieczeństwa – bezpieczeństwa przed zagrożeniami, które ten sam system najpierw sztucznie wykreował.

Prawda jako miecz i tarcza

Stajemy dziś przed pytaniem: jak walczyć z przeciwnikiem, który dysponuje nieskończonym kapitałem, kontroluje infrastrukturę technologiczną i posiada monopol na dystrybucję informacji? Odpowiedź brzmi: należy uderzyć tam, gdzie system jest najbardziej wrażliwy – w jego globalną narrację. Każda tyrania, nawet ta najbardziej nowoczesna i cyfrowa, opiera się na jednym fundamentalnym warunku: posłuszeństwie i wierze rządzonych w nienaruszalność panującego porządku. Gdy ludzie przestają wierzyć w kłamstwo, system zaczyna pękać od środka.

Naszą bronią jest celne pióro, przenikliwa myśl, jasne zrozumienie, uczciwe i trafne słowo, zamienione w rycerski miecz prawdy. Do tej walki musimy wnieść intelektualną elegancję i szlachetny styl, który potrafi przebić się przez mur apatii. Musimy pisać językiem faktów, chłodnej logiki i empatii dla ofiar globalnego systemu. Każdy tekst, każdy ujawniony dokument, każde obnażone kłamstwo algorytmu to cios zadany prosto w serce cyfrowej iluzji.

To nie jest czas na dyplomatyczne półśrodki czy litość dla struktur, które bez mrugnięcia okiem niszczą ludzkie życia dla słupków poparcia czy wykresów giełdowych. Musimy działać z żelazną konsekwencją. Prawda oparta na twardych, niepodważalnych danych to jedyna siła, której elity informacyjne nie potrafią przekupić ani kontrolować. Mogą nas cenzurować, mogą blokować nasze konta, ale nie potrafią wymazać prawdy, która raz zakorzeniła się w ludzkich umysłach.

Higiena cyfrowa i wezwanie do działania

Sam opis problemu, choćby najbardziej płomienny, nie wystarczy. Prawdziwa rewolucja informacyjna wymaga twardej logistyki i pragmatycznego planu działania. Każda strategia musi mieć swoje przełożenie na rzeczywistość. Jeśli chcemy odciąć ukrytą elitę od jej źródeł władzy, musimy przestać karmić system naszą uwagą i naszymi danymi.

Pierwszym krokiem jest budowa całkowicie niezależnych, zdecentralizowanych kanałów dystrybucji wiedzy. Musimy wyjść poza platformy kontrolowane przez cyfrowych monopolistów. Czas na powrót do bezpośredniej komunikacji, do szyfrowanych sieci, do niezależnych wydawnictw i lokalnych grup dyskusyjnych. Musimy stworzyć alternatywną infrastrukturę informacyjną, której nie da się wyłączyć jednym kliknięciem w kalifornijskiej czy pekińskiej serwerowni.

Drugim krokiem jest radykalna higiena cyfrowa. Świadome odrzucenie sensacji, bojkot mediów żywiących się nienawiścią i polaryzacją, a zamiast tego wspieranie rzetelnego, niezależnego dziennikarstwa śledczego. Prawdziwa suwerenność zaczyna się w umyśle – w odmowie uczestnictwa w spektaklu strachu. Kiedy odmawiamy nienawiści wobec drugiego człowieka tylko dlatego, że podsunięto nam taki algorytmiczny skrypt, system traci swoją niszczycielską moc.

Kairos to termin, który w starożytnej Grecji oznaczał „właściwy”, „odpowiedni” lub „najlepszy” czas na działanie. Ten krytyczny, ulotny punkt zwrotny, w którym los stwarza okazję, nadszedł Teraz. Czasu mamy dokładnie tyle, ile potrzeba na przeciwstawienie się cyfrowej manipulacji i zmobilizowanie intelektualnych sił cywilizacji doskonałości, czyli prawdziwej spuścizny cywilizacyjnej Zachodu i całego świata.

Prof. W. Julian Korab-Karpowicz

Julian Korab-Karpowicz jest profesorem Wyższej Szkoły Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki w Warszawie oraz autorem wielu książek, w tym monografii Realizm polityczny: Ewolucyjna teoria stosunków międzynarodowych (Scholar 2026).

Myśl Polska, nr 35-36 (30.08-6.09.2026)

_________

Opublikowano Emigracja | Dodaj komentarz

Freddie Mercury, The Queen between The Queens

To był rok bodaj 1986, gdy byłem na koncercie Eltona Johna w katowickim, Spodku, czyli w tej ogromnej hali w Katowicach. To był taki jeden z pierwszych wielkich koncertów gwiazd zachodnich nie tylko rocka w Polsce. Nie za bardzo to śledziłem, gdyż potem byłem tylko na Stadionie Śląskim ok roku 1993, na koncercie AC-DC, jako głównym wykonawcy, a Metallica była też tam, jeszcze jako support i chyba dwa inne heavy metal bandy. Nie byłem na koncercie The Rolling Stones pod koniec lat 90-tych tamże, chociaż mogłem być. Ale jakoś tak nie miałem, wtedy nastroju, by tam być. Albo po prostu jednak to nie do końca moja bajka jednak. Chociaż na AC-DC bym poszedł. I nawet dzisiaj.

Ten koncert Eltona Johna utkwił mi w pamięci, gdyż był właśnie pierwszym takim eventem, na którym byłem. I byłem pod jego wrażeniem długi czas. Ba, nawet dzisiaj mam obrazy i dźwięki z tego wydarzenia wtedy. Tak pełny profesjonalizm, pod każdym względem, że aż dech zapierało. Prawie 3 godziny muzyki bez przerwy. Aż się wierzyć nie chciało. Stale było coś, co przykuwało uwagę uszu i oczu. Ale też Elton John, to profesjonalista pod każdym względem. Muzyk po szkołach. I to się słyszy do dzisiaj. Jego piosenki nie zestarzały się ani trochę. I cieszy moje ucho, gdy którąś dzisiaj usłyszę w tych stacjach radiowych, których słucham. Na szczęście jeszcze takie są z tą muzyką rocka czasów dawnych.

Freddie Mercury profesjonalnym muzykiem nie był, to już wiemy, pisałem niedawno. Ale to co pozostawił po sobie i grupa Queen będzie wieczne. Akurat mniej więcej w tym samym czasie, gdy słuchałem na koncercie w Katowicach Eltona Johna, grupa Queen dała koncert w Budapeszcie. To też był właśnie jeden z tych eventów zachodnich, które zaczęły przechodzić  za “ żelazną kurtynę” wtedy jeszcze, czyli do krajów demokracji ludowej, czyli socjalistycznych, czyli Europy Wschodniej “pod auspicjami ZSRR”. A okazało się potem i do dzisiaj, że jest to jeden z najwspanialszych, czy bodaj, nie najlepszy, koncert grupy Queen w ogóle.

Proponuję znaleźć ten właściwy dla siebie wolny czas, założyć słuchawki, te właściwe :-), ustawić głośność na max i bass oczywiście, ekran laptopa na full screen i zaczynamy …

Queen – (Live in Budapest, 1986)

________

Opublikowano Emigracja | Dodaj komentarz

Paco de Lucia, Artysta bez partytury

Ostatnio stosunkowo częściej, aniżeli bywało na szkołanawigatorow.pl, jest o muzyce. Często pisałem o muzyce. Ale uważam, w innej formie. Nie szukam bowiem w muzyce wiedzy o niej. Ja ją słucham, po prostu. I albo do mnie przemawia albo nie. Ok i z tym jest różnie właśnie. Nie da się bowiem słuchać Beethovena, Chopina przy tzw kotlecie, czy w czasie, gdy po prostu jesteśmy zmęczeni bardzo albo zajęci zupełnie czymś innym, aniżeli słuchaniem muzyki.

Słuchanie muzyki, pod czym rozumiem li tylko muzykę klasyczną, wymaga skupienia, to oczywiste. Gdy czytamy, jest podobnie. Nie da się czytać ze zrozumieniem książek tego wymagających, czy beletrystyki, jeżeli chce się wejść w klimat takiej książki. A wiemy, że są pozycje w  literaturze światowej takie, które warto przeczytać. I nie da się inaczej, jak właśnie tak, jak napisałem.

To jak w kinie też. Jesteśmy w tej ciemnej sali, tylko my i ten film na ekranie, czyż nie? Przynajmniej tak powinno być. Nie mówię tutaj o wizytach w kinie, jak bywało w czasach młodości, gdy do kina się szło z dziewczyną, gdyż nie za bardzo było iść gdzieś Indziej na początku znajomości. W kinie było bezpiecznie dla obu stron. A po seansie był już temat do rozmowy, przynajmniej na dobry początek.

Muzyka klasyczna, to muzyka na papierze, czyli, partyturze, jeżeli mówimy o muzyce na orkiestrę, nie tylko symfonicznej. Jazzowe big bandy jak najbardziej grają z nut też, poza improwizacjami ich solistów. I to jest właśnie temat, o którym chciałem napisać, granie muzyki z nut. To umiejętność, którą trzeba się nauczyć. Dzisiaj, w szkole muzycznej, a dawniej, pobierając nauki u profesjonalnych muzyków.

Miałem to w swoim życiu, że nie w szkole muzycznej, której  niestety nie było w Tychach za moich czasów (dzisiaj jest nie tylko szkoła muzyczna ale jest nawet orkiestra kameralna AUKSO, znana nie tylko w Polsce) ale na prywatnych lekcjach gry na skrzypcach, nauczyłem się czytać nuty i grać właśnie na tym instrumencie. Potem, po latach, już samemu zacząłem grać na gitarze i jak najbardziej z nut. Uwielbiałem już wtedy muzykę epoki baroku. I grałem ją nie tylko na skrzypcach ale właśnie na gitarze, a potem i na fletach prostych. Jako człowiek, który wszystko chce robić sam, pamiętam, marzyło mi się nagrywanie tej mojej muzyki na magnetofonie wielośladowym, by były właśnie skrzypce, filety I gitara. Potem już były komputery I są do dzisiaj, gdzie nagranie takie można zrobić w kilkadziesiąt minut. Tylko co z tego, skoro nawet nie mam już od lat skrzypiec. Sprzedałem je jeszcze w latach 80-tych zeszłego stulecia, po kilku latach z radością na nich grając ponownie po latach w moim mieszkaniu w Krakowie jeszcze. Stwierdziłem wtedy, że  nie dam rady grać na nich, skoro musiałem zarabiać na życie. Lata mijają, a ja stale mam to w pamięci. To było jednak ważne w moim życiu. Dopiero dzisiaj okazuje się, jak bardzo.

Paco de Lucia nie czytał nut. To jeden z najwybitniejszych gitarzystów naszych czasów, wirtuoz flamenco ale i grał jazz. Tam po raz pierwszy go poznałem, gdy grał razem z jazzowymi muzykami. Dopiero potem poznałem go, jako tego, który grał flamenco.

Można grać muzykę bez umiejętności czytania nut. Ja o tym wiedziałem od zawsze. Przecież cała plejada czarnych muzyków jazzowych na początku ery jazzu tradycyjnego, to muzycy z murzyńskich slumsów. A i potem, gdy już jazz stał się jazzem, jako takim, wielu muzyków nie znało nut.

Zrobiło jednak na mnie wrażenie to, ze Paco de Lucia też do nich należał. Ale jeszcze większe, to to, że jeden z najwybitniejszych tenorów operowych wszech czasów, Luciano Pavarotti, śpiewał tylko ze słuchu. A gdy tak rzuciłem hasło do Google, który z wybitnych artystów naszych czasów nie znał nut, to moje zdziwienie I zaskoczenie sięgnęło zenitu.

Oto co pokazało mi Google. Aż się doprawdy nie chce wierzyć, że tak wybitne przecież osobowości, ok, w muzyce tzw popularnej ale jednak, to wielcy artyści przecież, a nie byli  profesjonalnymi muzykami. A jak wiemy ich dzieło jest wielkie i temu nikt nie jest w stanie zaprzeczyć.

______

5 Famous Songwriters Who Couldn’t Read Music Notation

When we think of great composers, we often picture brilliant minds hunched over manuscripts, quill in hand, effortlessly writing out symphonies from memory. Music notation seems inseparable from composition—like words to a novelist. But this isn’t necessarily always the case. Surprisingly, some highly successful composers never learned to read or write music in the traditional sense.

Their stories remind us that musical genius doesn’t always follow the rules. Inspiration, instinct, and innovation can sometimes outshine formal education. In this article, we explore a few notable figures who achieved musical greatness without mastering the dots and staves.

Irving Berlin (1888–1989)

Irving Berlin is one of the most prolific and influential songwriters in American history. He wrote over 1,500 songs, including iconic hits like White Christmas, God Bless America, and There’s No Business Like Show Business. Yet, Berlin couldn’t read or write standard music notation.

Instead, he composed using a specially designed transposing piano with a mechanism that allowed him to play in only one key – F-sharp major – while adjusting the pitch mechanically. When it came time to publish or orchestrate his songs, he relied on professional arrangers and copyists to transcribe his work.

Berlin himself once said, “I write by ear. I can only play in F-sharp because that’s where the black keys are. But I can hear the rest.”

Paul McCartney (1942– Present)

Paul McCartney—one of the key creative forces behind The Beatles—still can’t read or write traditional music. Along with John Lennon, McCartney composed some of the most beloved songs of the 20th century, from Yesterday to Let It Be and Hey Jude, entirely by ear.

Despite having an intuitive sense of harmony, melody, and structure, McCartney has admitted in interviews that music theory was never his thing. “None of us could read music,” he said of The Beatles. “Not one of us. It didn’t help us, because we did it another way.”

His compositions were often worked out on piano or guitar, with the band developing arrangements collaboratively. Scores were later created by arrangers, especially for orchestral or film work, but the original spark always came from sound and instinct.

Elvis Presley (1935–1977)

Elvis Presley, known as the King of Rock ‘n’ Roll, changed the landscape of popular music forever. But he never learned to read music. Like many early rock and blues musicians, Elvis played and sang entirely by ear.

He famously said, “I don’t know anything about music. In my line, you don’t have to.” His gift was in his voice, his stage presence, and his deep connection to rhythm and emotion. He could hear a song once and perform it flawlessly.

Elvis collaborated with songwriters, producers, and session musicians who handled the technical details, but his interpretations brought the music to life in ways no notation ever could.

Michael Jackson (1958–2009)

Michael Jackson, often referred to as the King of Pop, composed many of his greatest hits without reading or writing music in the conventional sense. He didn’t play instruments fluently either, but his musical ideas were vivid and complete in his mind.

Jackson would beatbox rhythms, hum melodies, and sing instrumental parts to producers, who would help translate his ideas into full arrangements. Songs like Billie Jean, Beat It, and Don’t Stop ‘Til You Get Enough were born from this process.

Producer Quincy Jones, who worked closely with Jackson, confirmed this. “Michael would sing us every part of the arrangement, from strings to percussion. He had the entire thing in his head.”

Jimi Hendrix (1942–1970)

Considered one of the greatest guitarists in history, Jimi Hendrix also never learned to read music. His understanding of harmony and musical form came from listening, experimenting, and sheer instinct.

Hendrix developed his craft by playing by ear and absorbing sounds from blues, jazz, and rock. His performances and recordings—like Purple Haze and All Along the Watchtower—are still studied today for their innovation and emotional depth.

He reportedly once said, “I just write what I feel. I don’t read music. I can’t write it either. But I can hear it.” That ear-driven approach allowed him to bend musical conventions and create something utterly original.

5 Famous Songwriters Who Couldn’t Read Music Notation

_______

Iconic Musicians Who Cannot Read Music

Jimi Hendrix: Taught himself to play by ear and used words and colors to describe sound.

Paul McCartney: Credited with composing many Beatles hits entirely by ear.

Stevie Wonder: A self-taught musical prodigy who has been blind since shortly after birth.

Eric Clapton: Developed his guitar skills by listening to blues records.

Taylor Swift: Has stated she does not read music, preferring to keep the process non-technical.

Prince: Renowned for being entirely self-taught on multiple instruments.

Michael Jackson: Composed his songs by vocalizing and beatboxing ideas rather than writing them.

Slash: Guns N’ Roses guitarist who plays entirely by ear.

Bob Dylan: Focused on lyrics and melody without formal theory.

Eddie Van Halen: Famous for his unique guitar technique developed without formal lessons.

Elvis Presley: Known for his natural instinct for music.

Dave Grohl: Self-taught multi-instrumentalist.

Freddie Mercury: Known for having no formal vocal training, relying on innate ability.

Key Findings

The Beatles: As a group, they were known for creating music through sound recognition rather than notation.

________

10 Musical Geniuses Who Couldn’t Read a Note of Music

10 legendary musicians who never learned to read

________

Paco de Lucía & Septet – Jazz a Vienne 2001

__________

komentarze na szkolanawigatorow.pl

Opublikowano Muzyka | Dodaj komentarz

Blokada brytyjska i magiel polski

Nad Morzem Północnym, De Hann, Belgia

I po raz kolejny zrobiło mi się smutno. Coś za często jednak. Ale zdaje się, tak już to będzie. Trzeba jak najszybciej znaleźć sobie inne „zabawki”, aby zupełnie nie popaść w jakąś smutę, kiedyś zwaną rosyjską, czy skandynawską. Nie wolno tak właśnie.

Ale doprawdy to, czego człowiek dotyka dzisiaj, a dotykał zupełnie niedawno, ma zupełnie inną jakość. I to coraz gorszą właśnie. Jedno co się jeszcze nie zmienia, to sport. Ok, wiem, to dziedzina na celowniku tych nami rządzących i jest manipulowany do cna. Gdzie tego kres? Zobaczymy. A może jednak ci, którzy tworzą tło tego biznesu, czyli, kibice, wreszcie pokażą tym ” na górze” gest Kozakiewicza. W końcu to oni „żywią” te imprezy sportowe. Chociaż, czy aby na pewno? Pieniądze, te główne, idą przecież z zupełnie innych źródeł. I to w ilości dużej.

Dla mnie pozostanie tenis. I to, co teraz mamy najwspanialszego. Mamy mistrzynię w tym fachu, Igę Świątek. A zdaje się, że i Hubi, czyli, Hubert Hurkacz, być może, pokaże nareszcie, co potrafi. A że potrafi, pokazał właśnie na turnieju w Wimbledonie. Grał z największym mistrzem współczesnego tenisa, czyli z Novakiem Djokoviciem, jak równy z równym. Proszę zwrócić uwagę, że nawet zwycięzca tegorocznego turnieju, czyli naprawdę tenisista wyrastający na nowego super mistrza tego sportu, Alcaraz, nie grał z Djokovicem tak, jak Hubert. Mecz Huberta z Djokovicem, to była walka „ściana ze ścianą”. O wygraniu meczu przez Djokovica zadecydowały dwa break pointy, a jeden nawet w tie breaku. Po prostu ten mecz mógł wygrać każdy z nich. Uważam, oczywiście może być różnie, że przyszłość należy do Huberta.

A dlaczego ta blokada? Proszę zobaczyć poniżej, co się zrobiło z cenami na przeprawę promową do Francji z Anglii. Nie mówiąc o tunelu pod kanałem, który zawsze był droższy od promu. Ale dzisiaj? Jestem w szoku, nie powiem.

Ja rozumiem te podwyżki energii i paliwa, chociaż wcale już nie jest takie znowu drogie. To, co widać, to moim zdaniem ewidentne zamknięcie tubylców w domach i tylko. Przecież widzę, co się dzieje na terminalach promowych w Dover. Co kilka dni tam przejeżdżam. Pustki. Pustki na parkingach samochodów osobowych oczekujących na prom. Przecież przed tą pandemią, stale były pełne. I ja tam też bywałem na nich raz po raz. Właśnie na takie wypady dzienne. Rano tam, wieczorem z powrotem.

Proszę zobaczyć, ile to dzisiaj kosztuje. Ok, powie jeden z drugim, przecież stać cię. Naprawdę? KIedyś i to niedawno, bilet dzienny, rano tam i wieczorem z powrotem, z Dover do Calais, kosztował max £40. Na 5 dni pobytu na kontynencie, taka promocja była stale, max £60. Na tunel były zawsze wyższe ceny. Ale przecież nie aż tyle, co dzisiaj. I jedne, na prom i drugie, na tunel, to przekracza wszelkie granice. I dlatego przecież nie widzę tych samochodów osobowych na parkingach w porcie promowym w Dover.

Ceny na jutro, na przykład, tam i z powrotem w tym samym dniu

To ceny na 5 dniowy pobyt na kontynencie od 15 sierpnia, czyli, tak za miesiąc

I jednodniowy pobyt 15 sierpnia

Kurs funta brytyjskiego na dzisiaj, to ok.1£/5.1zł

Dobrze, że mam co wspominać, jak to zdjęcie powyżej. Ale szkoda, gdyż brakuje mi bardzo tych wycieczek na kontynent. I pewno w końcu tam pojadę. Ale jak pokazałem, to nie jest już tak, jak było. £200 to koszt paliwa i hotelu, zupełnie znośnego, by pobyć jeden dzień w południowej Szkocji. Można teraz porównać i zrozumieć, o co tutaj chodzi.

Zostałem jak gdyby „zamrożony” na tej wyspie. Ok, pozostały samoloty. Polecieć tu i ówdzie i do Polski też, za jakieś £50, jeszcze się da. Więc się poleci 🙂

Dobrze pogadać nawet o tych cenach, aniżeli, o polskiej i nie tylko, polityce. To już przestało mieć sens zupełnie.

komentarze na: szkolanawigatorow.pl

_________

Opublikowano Emigracja, Polityka | Możliwość komentowania Blokada brytyjska i magiel polski została wyłączona

Wakacji czar, a Wilhelm Zdobywca za plecami

Chciałoby się, ale “se ne da panie Havranek”. Myślałem, że przynajmniej tak z oddali pobędę na kortach Wimbledonu. Jak to wygląda “w praniu”, gdy nie ma się biletu wstępu, które podobno nawet rok wcześniej już są wyprzedane, można przeczytać pod tym linkiem. A widać na obrazku poniżej.

W skrócie, okazuje się, że tak, jest pula 500 biletów wstępu na korty lub po prostu, na teren wimbledońskiego turnieju, łącznie z tym pagórkiem, gdzie można oglądać ten wielki ekran z meczem aktualnie rozgrywanym na korcie centralnym. Cena nie jest wygórowana. Ale proszę zobaczyć, jaka jest kolejka chętnych na taki bilet. Ustawia się już wieczorem dnia poprzedniego.

Ok, ale to już niestety jest nie do przyjęcia dla mnie. Pojadę sobie może niebawem na te korty i popatrzę, co i jak. Tak, jak kiedyś, gdy przyjechałem lata temu do Manchesteru i poszedłem na kultowy stadion Manchester United, na Old Trafford. Dzisiaj, inna drużyna z Manchesteru święci wielkie triumfy. Wtedy jeszcze był ten wielki Manchester United.

Nie trzeba aż tak się sprężać. Dobrze wiedzieć, co się dzieje i trzymać kciuki za sukces. Będzie zupełnie odlotowo, jak Iga Świątek wygra ten Wimbledon. Zresztą, już raz go wygrała, jako juniorka. Jaki poziom sportowy Iga reprezentuje dzisiaj, pokazuje już nawet to właśnie. Wygrywanie, będąc juniorem, a zwłaszcza w tenisie, nie przekłada się tak automatycznie na sukcesy potem. Iga jest jednym z nielicznych wyjątków. Znakomicie grała będąc nastolatką. I jak znakomicie gra od kilku lat, już jako profesjonalna tenisistka.

W gruncie rzeczy, dotychczasowe jej osiągnięcia mogłyby wystarczyć na całą karierę. Wszak wygrała już cztery turnieje Wielkiego Szlema. Gdzie wygranie choć jednego takiego turnieju jest przecież marzeniem każdego tenisisty. Tak czy inaczej, wygranie Wimbledonu przez Igę, to nie czy ale kiedy. Już w tym roku pokazuje rywalkom w Londynie na trawiastych kortach Wimbledonu, kto tutaj rządzi.

Tak więc Iga Świątek i też Hubert Hurkacz, pokażą dzisiaj na pewno świetny tenis. A ja popatrzę na ich grę w tv. W takich to “okolicznościach przyrody”, jak w tym lesie poniżej, tutaj obok mnie, spędziłem ostatnie dni. Więc kondycję do patrzenia mam zapewnioną :-). Ba, nawet zajrzałem na plażę w pobliżu. I proszę, prawie że, jak nad Bałtykiem. Nawet zapach podobny. I fajnie.

Za horyzontem, na tym zdjęciu plaży powyżej, to już jest Hasting. Tak, to Hasting. I chociaż ta wielka Bitwa pod Hasting, na tak małym przecież polu, miała miejsce kilkanaście mil od wybrzeża i dzisiaj jest tam miasteczko Battle właśnie, to bezdyskusyjnie, również na tej plaży musiały lądować wojska normańskie, by potem zwycięsko zakończyć podbój Anglii.

Ja tam właśnie wczoraj sobie pojechałem. Pierwszy raz byłem tam wiele lat temu. I wtedy, moje spostrzeżenia były bardziej intuicyjne, aniżeli wiedza na ten temat. Dzisiaj już nic mi więcej nie jest potrzebnym, by mieć to właściwe spojrzenie na to, co wtedy tysiąc lat temu, w 1066 roku się wydarzyło w tym miejscu tutaj na tej wyspie.

A co się wydarzyło, tak naprawdę, można sobie kupić w tej niedużej księgarni przy wejściu na teren bitwy, mając to na piersiach na koszulce, jak widać poniżej na zdjęciu:

THE NORMAN KNIGHTS

CONQUEST OF ENGLAND IN 1066

A obok, proszę, razem z alkoholami i akcesoriami do niego (sic!), książka o Anglo-Saxonach.

Kto wygrał, a kto przegrał tę bitwę?

Ja zadałem takie pytanie starszej pani, która obsługiwała z innymi paniami te stoiska. I ona, ku mojemu jednak zdziwieniu, nieco albo i bardzo, przyznała mi rację. Uśmiechnęła się i w zasadzie nic nie odpowiedziała, a potem ucięliśmy sobie, już w  pełni porozumienia, krótką pogawędkę o życiu na tej wyspie, łącznie z Lake District na północy Anglii, Yorkshire, czy Szkocją. Była tam też właśnie.

To kto w końcu wygrał? Popatrzmy przez okno. Dzisiaj zarówno ja, jak i każdy, na całym globie, ma tak samo przecież.

A bitwę wtedy ostatecznie wygrali normańscy łucznicy, jak na zdjęciu powyżej, u podnóża tego małego wzniesienia, gdzie toczyła się bitwa. To właśnie ich atak dokonał ostatecznego dzieła zniszczenia wojsk Anglo-Saxonów. W centrum zdjęcia, widoczne ruiny opactwa, zbudowanego na polecenia Wilhelma Zdobywcy. Dokładnie w miejscu, tak mówi tradycja, gdzie został śmiertelnie ugodzony strzałą w oko król Anglo-Saxonow.

________

Opublikowano Emigracja, Sport | Możliwość komentowania Wakacji czar, a Wilhelm Zdobywca za plecami została wyłączona