Paco de Lucia, Artysta bez partytury

Ostatnio stosunkowo częściej, aniżeli bywało na szkołanawigatorow.pl, jest o muzyce. Często pisałem o muzyce. Ale uważam, w innej formie. Nie szukam bowiem w muzyce wiedzy o niej. Ja ją słucham, po prostu. I albo do mnie przemawia albo nie. Ok i z tym jest różnie właśnie. Nie da się bowiem słuchać Beethovena, Chopina przy tzw kotlecie, czy w czasie, gdy po prostu jesteśmy zmęczeni bardzo albo zajęci zupełnie czymś innym, aniżeli słuchaniem muzyki.

Słuchanie muzyki, pod czym rozumiem li tylko muzykę klasyczną, wymaga skupienia, to oczywiste. Gdy czytamy, jest podobnie. Nie da się czytać ze zrozumieniem książek tego wymagających, czy beletrystyki, jeżeli chce się wejść w klimat takiej książki. A wiemy, że są pozycje w  literaturze światowej takie, które warto przeczytać. I nie da się inaczej, jak właśnie tak, jak napisałem.

To jak w kinie też. Jesteśmy w tej ciemnej sali, tylko my i ten film na ekranie, czyż nie? Przynajmniej tak powinno być. Nie mówię tutaj o wizytach w kinie, jak bywało w czasach młodości, gdy do kina się szło z dziewczyną, gdyż nie za bardzo było iść gdzieś Indziej na początku znajomości. W kinie było bezpiecznie dla obu stron. A po seansie był już temat do rozmowy, przynajmniej na dobry początek.

Muzyka klasyczna, to muzyka na papierze, czyli, partyturze, jeżeli mówimy o muzyce na orkiestrę, nie tylko symfonicznej. Jazzowe big bandy jak najbardziej grają z nut też, poza improwizacjami ich solistów. I to jest właśnie temat, o którym chciałem napisać, granie muzyki z nut. To umiejętność, którą trzeba się nauczyć. Dzisiaj, w szkole muzycznej, a dawniej, pobierając nauki u profesjonalnych muzyków.

Miałem to w swoim życiu, że nie w szkole muzycznej, której  niestety nie było w Tychach za moich czasów (dzisiaj jest nie tylko szkoła muzyczna ale jest nawet orkiestra kameralna AUKSO, znana nie tylko w Polsce) ale na prywatnych lekcjach gry na skrzypcach, nauczyłem się czytać nuty i grać właśnie na tym instrumencie. Potem, po latach, już samemu zacząłem grać na gitarze i jak najbardziej z nut. Uwielbiałem już wtedy muzykę epoki baroku. I grałem ją nie tylko na skrzypcach ale właśnie na gitarze, a potem i na fletach prostych. Jako człowiek, który wszystko chce robić sam, pamiętam, marzyło mi się nagrywanie tej mojej muzyki na magnetofonie wielośladowym, by były właśnie skrzypce, filety I gitara. Potem już były komputery I są do dzisiaj, gdzie nagranie takie można zrobić w kilkadziesiąt minut. Tylko co z tego, skoro nawet nie mam już od lat skrzypiec. Sprzedałem je jeszcze w latach 80-tych zeszłego stulecia, po kilku latach z radością na nich grając ponownie po latach w moim mieszkaniu w Krakowie jeszcze. Stwierdziłem wtedy, że  nie dam rady grać na nich, skoro musiałem zarabiać na życie. Lata mijają, a ja stale mam to w pamięci. To było jednak ważne w moim życiu. Dopiero dzisiaj okazuje się, jak bardzo.

Paco de Lucia nie czytał nut. To jeden z najwybitniejszych gitarzystów naszych czasów, wirtuoz flamenco ale i grał jazz. Tam po raz pierwszy go poznałem, gdy grał razem z jazzowymi muzykami. Dopiero potem poznałem go, jako tego, który grał flamenco.

Można grać muzykę bez umiejętności czytania nut. Ja o tym wiedziałem od zawsze. Przecież cała plejada czarnych muzyków jazzowych na początku ery jazzu tradycyjnego, to muzycy z murzyńskich slumsów. A i potem, gdy już jazz stał się jazzem, jako takim, wielu muzyków nie znało nut.

Zrobiło jednak na mnie wrażenie to, ze Paco de Lucia też do nich należał. Ale jeszcze większe, to to, że jeden z najwybitniejszych tenorów operowych wszech czasów, Luciano Pavarotti, śpiewał tylko ze słuchu. A gdy tak rzuciłem hasło do Google, który z wybitnych artystów naszych czasów nie znał nut, to moje zdziwienie I zaskoczenie sięgnęło zenitu.

Oto co pokazało mi Google. Aż się doprawdy nie chce wierzyć, że tak wybitne przecież osobowości, ok, w muzyce tzw popularnej ale jednak, to wielcy artyści przecież, a nie byli  profesjonalnymi muzykami. A jak wiemy ich dzieło jest wielkie i temu nikt nie jest w stanie zaprzeczyć.

______

5 Famous Songwriters Who Couldn’t Read Music Notation

When we think of great composers, we often picture brilliant minds hunched over manuscripts, quill in hand, effortlessly writing out symphonies from memory. Music notation seems inseparable from composition—like words to a novelist. But this isn’t necessarily always the case. Surprisingly, some highly successful composers never learned to read or write music in the traditional sense.

Their stories remind us that musical genius doesn’t always follow the rules. Inspiration, instinct, and innovation can sometimes outshine formal education. In this article, we explore a few notable figures who achieved musical greatness without mastering the dots and staves.

Irving Berlin (1888–1989)

Irving Berlin is one of the most prolific and influential songwriters in American history. He wrote over 1,500 songs, including iconic hits like White Christmas, God Bless America, and There’s No Business Like Show Business. Yet, Berlin couldn’t read or write standard music notation.

Instead, he composed using a specially designed transposing piano with a mechanism that allowed him to play in only one key – F-sharp major – while adjusting the pitch mechanically. When it came time to publish or orchestrate his songs, he relied on professional arrangers and copyists to transcribe his work.

Berlin himself once said, “I write by ear. I can only play in F-sharp because that’s where the black keys are. But I can hear the rest.”

Paul McCartney (1942– Present)

Paul McCartney—one of the key creative forces behind The Beatles—still can’t read or write traditional music. Along with John Lennon, McCartney composed some of the most beloved songs of the 20th century, from Yesterday to Let It Be and Hey Jude, entirely by ear.

Despite having an intuitive sense of harmony, melody, and structure, McCartney has admitted in interviews that music theory was never his thing. “None of us could read music,” he said of The Beatles. “Not one of us. It didn’t help us, because we did it another way.”

His compositions were often worked out on piano or guitar, with the band developing arrangements collaboratively. Scores were later created by arrangers, especially for orchestral or film work, but the original spark always came from sound and instinct.

Elvis Presley (1935–1977)

Elvis Presley, known as the King of Rock ‘n’ Roll, changed the landscape of popular music forever. But he never learned to read music. Like many early rock and blues musicians, Elvis played and sang entirely by ear.

He famously said, “I don’t know anything about music. In my line, you don’t have to.” His gift was in his voice, his stage presence, and his deep connection to rhythm and emotion. He could hear a song once and perform it flawlessly.

Elvis collaborated with songwriters, producers, and session musicians who handled the technical details, but his interpretations brought the music to life in ways no notation ever could.

Michael Jackson (1958–2009)

Michael Jackson, often referred to as the King of Pop, composed many of his greatest hits without reading or writing music in the conventional sense. He didn’t play instruments fluently either, but his musical ideas were vivid and complete in his mind.

Jackson would beatbox rhythms, hum melodies, and sing instrumental parts to producers, who would help translate his ideas into full arrangements. Songs like Billie Jean, Beat It, and Don’t Stop ‘Til You Get Enough were born from this process.

Producer Quincy Jones, who worked closely with Jackson, confirmed this. “Michael would sing us every part of the arrangement, from strings to percussion. He had the entire thing in his head.”

Jimi Hendrix (1942–1970)

Considered one of the greatest guitarists in history, Jimi Hendrix also never learned to read music. His understanding of harmony and musical form came from listening, experimenting, and sheer instinct.

Hendrix developed his craft by playing by ear and absorbing sounds from blues, jazz, and rock. His performances and recordings—like Purple Haze and All Along the Watchtower—are still studied today for their innovation and emotional depth.

He reportedly once said, “I just write what I feel. I don’t read music. I can’t write it either. But I can hear it.” That ear-driven approach allowed him to bend musical conventions and create something utterly original.

5 Famous Songwriters Who Couldn’t Read Music Notation

_______

Iconic Musicians Who Cannot Read Music

Jimi Hendrix: Taught himself to play by ear and used words and colors to describe sound.

Paul McCartney: Credited with composing many Beatles hits entirely by ear.

Stevie Wonder: A self-taught musical prodigy who has been blind since shortly after birth.

Eric Clapton: Developed his guitar skills by listening to blues records.

Taylor Swift: Has stated she does not read music, preferring to keep the process non-technical.

Prince: Renowned for being entirely self-taught on multiple instruments.

Michael Jackson: Composed his songs by vocalizing and beatboxing ideas rather than writing them.

Slash: Guns N’ Roses guitarist who plays entirely by ear.

Bob Dylan: Focused on lyrics and melody without formal theory.

Eddie Van Halen: Famous for his unique guitar technique developed without formal lessons.

Elvis Presley: Known for his natural instinct for music.

Dave Grohl: Self-taught multi-instrumentalist.

Freddie Mercury: Known for having no formal vocal training, relying on innate ability.

Key Findings

The Beatles: As a group, they were known for creating music through sound recognition rather than notation.

________

10 Musical Geniuses Who Couldn’t Read a Note of Music

10 legendary musicians who never learned to read

________

Paco de Lucía & Septet – Jazz a Vienne 2001

__________

komentarze na szkolanawigatorow.pl

Opublikowano Muzyka | Dodaj komentarz

Blokada brytyjska i magiel polski

Nad Morzem Północnym, De Hann, Belgia

I po raz kolejny zrobiło mi się smutno. Coś za często jednak. Ale zdaje się, tak już to będzie. Trzeba jak najszybciej znaleźć sobie inne „zabawki”, aby zupełnie nie popaść w jakąś smutę, kiedyś zwaną rosyjską, czy skandynawską. Nie wolno tak właśnie.

Ale doprawdy to, czego człowiek dotyka dzisiaj, a dotykał zupełnie niedawno, ma zupełnie inną jakość. I to coraz gorszą właśnie. Jedno co się jeszcze nie zmienia, to sport. Ok, wiem, to dziedzina na celowniku tych nami rządzących i jest manipulowany do cna. Gdzie tego kres? Zobaczymy. A może jednak ci, którzy tworzą tło tego biznesu, czyli, kibice, wreszcie pokażą tym ” na górze” gest Kozakiewicza. W końcu to oni „żywią” te imprezy sportowe. Chociaż, czy aby na pewno? Pieniądze, te główne, idą przecież z zupełnie innych źródeł. I to w ilości dużej.

Dla mnie pozostanie tenis. I to, co teraz mamy najwspanialszego. Mamy mistrzynię w tym fachu, Igę Świątek. A zdaje się, że i Hubi, czyli, Hubert Hurkacz, być może, pokaże nareszcie, co potrafi. A że potrafi, pokazał właśnie na turnieju w Wimbledonie. Grał z największym mistrzem współczesnego tenisa, czyli z Novakiem Djokoviciem, jak równy z równym. Proszę zwrócić uwagę, że nawet zwycięzca tegorocznego turnieju, czyli naprawdę tenisista wyrastający na nowego super mistrza tego sportu, Alcaraz, nie grał z Djokovicem tak, jak Hubert. Mecz Huberta z Djokovicem, to była walka „ściana ze ścianą”. O wygraniu meczu przez Djokovica zadecydowały dwa break pointy, a jeden nawet w tie breaku. Po prostu ten mecz mógł wygrać każdy z nich. Uważam, oczywiście może być różnie, że przyszłość należy do Huberta.

A dlaczego ta blokada? Proszę zobaczyć poniżej, co się zrobiło z cenami na przeprawę promową do Francji z Anglii. Nie mówiąc o tunelu pod kanałem, który zawsze był droższy od promu. Ale dzisiaj? Jestem w szoku, nie powiem.

Ja rozumiem te podwyżki energii i paliwa, chociaż wcale już nie jest takie znowu drogie. To, co widać, to moim zdaniem ewidentne zamknięcie tubylców w domach i tylko. Przecież widzę, co się dzieje na terminalach promowych w Dover. Co kilka dni tam przejeżdżam. Pustki. Pustki na parkingach samochodów osobowych oczekujących na prom. Przecież przed tą pandemią, stale były pełne. I ja tam też bywałem na nich raz po raz. Właśnie na takie wypady dzienne. Rano tam, wieczorem z powrotem.

Proszę zobaczyć, ile to dzisiaj kosztuje. Ok, powie jeden z drugim, przecież stać cię. Naprawdę? KIedyś i to niedawno, bilet dzienny, rano tam i wieczorem z powrotem, z Dover do Calais, kosztował max £40. Na 5 dni pobytu na kontynencie, taka promocja była stale, max £60. Na tunel były zawsze wyższe ceny. Ale przecież nie aż tyle, co dzisiaj. I jedne, na prom i drugie, na tunel, to przekracza wszelkie granice. I dlatego przecież nie widzę tych samochodów osobowych na parkingach w porcie promowym w Dover.

Ceny na jutro, na przykład, tam i z powrotem w tym samym dniu

To ceny na 5 dniowy pobyt na kontynencie od 15 sierpnia, czyli, tak za miesiąc

I jednodniowy pobyt 15 sierpnia

Kurs funta brytyjskiego na dzisiaj, to ok.1£/5.1zł

Dobrze, że mam co wspominać, jak to zdjęcie powyżej. Ale szkoda, gdyż brakuje mi bardzo tych wycieczek na kontynent. I pewno w końcu tam pojadę. Ale jak pokazałem, to nie jest już tak, jak było. £200 to koszt paliwa i hotelu, zupełnie znośnego, by pobyć jeden dzień w południowej Szkocji. Można teraz porównać i zrozumieć, o co tutaj chodzi.

Zostałem jak gdyby „zamrożony” na tej wyspie. Ok, pozostały samoloty. Polecieć tu i ówdzie i do Polski też, za jakieś £50, jeszcze się da. Więc się poleci 🙂

Dobrze pogadać nawet o tych cenach, aniżeli, o polskiej i nie tylko, polityce. To już przestało mieć sens zupełnie.

komentarze na: szkolanawigatorow.pl

_________

Opublikowano Emigracja, Polityka | Możliwość komentowania Blokada brytyjska i magiel polski została wyłączona

Wakacji czar, a Wilhelm Zdobywca za plecami

Chciałoby się, ale “se ne da panie Havranek”. Myślałem, że przynajmniej tak z oddali pobędę na kortach Wimbledonu. Jak to wygląda “w praniu”, gdy nie ma się biletu wstępu, które podobno nawet rok wcześniej już są wyprzedane, można przeczytać pod tym linkiem. A widać na obrazku poniżej.

W skrócie, okazuje się, że tak, jest pula 500 biletów wstępu na korty lub po prostu, na teren wimbledońskiego turnieju, łącznie z tym pagórkiem, gdzie można oglądać ten wielki ekran z meczem aktualnie rozgrywanym na korcie centralnym. Cena nie jest wygórowana. Ale proszę zobaczyć, jaka jest kolejka chętnych na taki bilet. Ustawia się już wieczorem dnia poprzedniego.

Ok, ale to już niestety jest nie do przyjęcia dla mnie. Pojadę sobie może niebawem na te korty i popatrzę, co i jak. Tak, jak kiedyś, gdy przyjechałem lata temu do Manchesteru i poszedłem na kultowy stadion Manchester United, na Old Trafford. Dzisiaj, inna drużyna z Manchesteru święci wielkie triumfy. Wtedy jeszcze był ten wielki Manchester United.

Nie trzeba aż tak się sprężać. Dobrze wiedzieć, co się dzieje i trzymać kciuki za sukces. Będzie zupełnie odlotowo, jak Iga Świątek wygra ten Wimbledon. Zresztą, już raz go wygrała, jako juniorka. Jaki poziom sportowy Iga reprezentuje dzisiaj, pokazuje już nawet to właśnie. Wygrywanie, będąc juniorem, a zwłaszcza w tenisie, nie przekłada się tak automatycznie na sukcesy potem. Iga jest jednym z nielicznych wyjątków. Znakomicie grała będąc nastolatką. I jak znakomicie gra od kilku lat, już jako profesjonalna tenisistka.

W gruncie rzeczy, dotychczasowe jej osiągnięcia mogłyby wystarczyć na całą karierę. Wszak wygrała już cztery turnieje Wielkiego Szlema. Gdzie wygranie choć jednego takiego turnieju jest przecież marzeniem każdego tenisisty. Tak czy inaczej, wygranie Wimbledonu przez Igę, to nie czy ale kiedy. Już w tym roku pokazuje rywalkom w Londynie na trawiastych kortach Wimbledonu, kto tutaj rządzi.

Tak więc Iga Świątek i też Hubert Hurkacz, pokażą dzisiaj na pewno świetny tenis. A ja popatrzę na ich grę w tv. W takich to “okolicznościach przyrody”, jak w tym lesie poniżej, tutaj obok mnie, spędziłem ostatnie dni. Więc kondycję do patrzenia mam zapewnioną :-). Ba, nawet zajrzałem na plażę w pobliżu. I proszę, prawie że, jak nad Bałtykiem. Nawet zapach podobny. I fajnie.

Za horyzontem, na tym zdjęciu plaży powyżej, to już jest Hasting. Tak, to Hasting. I chociaż ta wielka Bitwa pod Hasting, na tak małym przecież polu, miała miejsce kilkanaście mil od wybrzeża i dzisiaj jest tam miasteczko Battle właśnie, to bezdyskusyjnie, również na tej plaży musiały lądować wojska normańskie, by potem zwycięsko zakończyć podbój Anglii.

Ja tam właśnie wczoraj sobie pojechałem. Pierwszy raz byłem tam wiele lat temu. I wtedy, moje spostrzeżenia były bardziej intuicyjne, aniżeli wiedza na ten temat. Dzisiaj już nic mi więcej nie jest potrzebnym, by mieć to właściwe spojrzenie na to, co wtedy tysiąc lat temu, w 1066 roku się wydarzyło w tym miejscu tutaj na tej wyspie.

A co się wydarzyło, tak naprawdę, można sobie kupić w tej niedużej księgarni przy wejściu na teren bitwy, mając to na piersiach na koszulce, jak widać poniżej na zdjęciu:

THE NORMAN KNIGHTS

CONQUEST OF ENGLAND IN 1066

A obok, proszę, razem z alkoholami i akcesoriami do niego (sic!), książka o Anglo-Saxonach.

Kto wygrał, a kto przegrał tę bitwę?

Ja zadałem takie pytanie starszej pani, która obsługiwała z innymi paniami te stoiska. I ona, ku mojemu jednak zdziwieniu, nieco albo i bardzo, przyznała mi rację. Uśmiechnęła się i w zasadzie nic nie odpowiedziała, a potem ucięliśmy sobie, już w  pełni porozumienia, krótką pogawędkę o życiu na tej wyspie, łącznie z Lake District na północy Anglii, Yorkshire, czy Szkocją. Była tam też właśnie.

To kto w końcu wygrał? Popatrzmy przez okno. Dzisiaj zarówno ja, jak i każdy, na całym globie, ma tak samo przecież.

A bitwę wtedy ostatecznie wygrali normańscy łucznicy, jak na zdjęciu powyżej, u podnóża tego małego wzniesienia, gdzie toczyła się bitwa. To właśnie ich atak dokonał ostatecznego dzieła zniszczenia wojsk Anglo-Saxonów. W centrum zdjęcia, widoczne ruiny opactwa, zbudowanego na polecenia Wilhelma Zdobywcy. Dokładnie w miejscu, tak mówi tradycja, gdzie został śmiertelnie ugodzony strzałą w oko król Anglo-Saxonow.

________

Opublikowano Emigracja, Sport | Możliwość komentowania Wakacji czar, a Wilhelm Zdobywca za plecami została wyłączona

Oślepnąć widząc

Poniedziałek, 19 czerwca 2023 – XI tydzień zwykły

Czytanie pierwsze
(2 Kor 6,1-10)
Bracia: Napominamy was, abyście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej. Mówi bowiem Pismo: „W czasie pomyślnym wysłuchałem ciebie, w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą”. Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia.
Nie dając nikomu sposobności do zgorszenia, aby nie wyszydzono naszej posługi, okazujemy się sługami Boga przez wszystko: przez wielką cierpliwość, wśród utrapień, przeciwności i ucisków, w chłostach, więzieniach, podczas rozruchów, w trudach, nocnych czuwaniach i w postach, przez czystość i umiejętność, przez wielkoduszność i łagodność, przez objawy Ducha Świętego i miłość nieobłudną, przez głoszenie prawdy i moc Bożą. Przez oręż sprawiedliwości zaczepny i obronny, wśród czci i pohańbienia, przez dobrą sławę i zniesławienie. Uchodzący za oszustów, a przecież prawdomówni, niby nieznani, a przecież dobrze znani, niby umierający, a oto żyjemy, jakby karceni, lecz nie uśmiercani, jakby smutni, lecz zawsze radośni, jakby ubodzy, a jednak wzbogacający wielu, jako ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko.

Środa, 21 czerwca 2023 – XI tydzień zwykły

Czytanie pierwsze
(2 Kor 9,6-11)
Bracia: Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpitak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg. A Bóg może zlać na was całą obfitość łaski, tak byście mając wszystkiego i zawsze pod dostatkiem, bogaci byli we wszystkie dobre uczynki według tego, co jest napisane: „Rozproszył, dał ubogim, sprawiedliwość jego trwa na wieki”. Ten zaś, który daje nasienie siewcy, i chleba dostarczy ku pokrzepieniu, i ziarno rozmnoży, i zwiększy plon waszej sprawiedliwości. Wzbogaceni we wszystko, będziecie pełni wszelkiej prostoty, która składa przez nas dziękczynienie Bogu.

Piątek, 23 czerwca 2023 – XI tydzień zwykły

Czytanie pierwsze
(2 Kor 11,18.21b-30)
Bracia: Ponieważ wielu przechwala się według ciała, i ja będę się przechwalał. Jeżeli inni zdobywają się na odwagę mówię jak szalony – to i ja się odważam. Hebrajczykami są? Ja także. Izraelitami są? Ja również. Potomstwem Abrahama? I ja. Są sługami Chrystusa? Zdobędę się na szaleństwo: Ja jeszcze bardziej! Bardziej przez trudy, bardziej przez więzienia; daleko bardziej przez chłosty, przez częste niebezpieczeństwa śmierci. Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego. Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej. Często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach od fałszywych braci; w pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości. Nie mówiąc już o mojej codziennej udręce płynącej z troski o wszystkie Kościoły. Któż odczuwa słabość, bym i ja nie czuł się słabym? Któż doznaje zgorszenia, żebym i ja nie płonął? Jeżeli już trzeba się chlubić, będę się chlubił z moich słabości.

_________

moje komentarze na szkolanawigatorow.pl

Opublikowano Kościół Katolicki | Możliwość komentowania Oślepnąć widząc została wyłączona

Love Scotland

Właśnie zapuściłem się w bezmiar szkockiego Highland. Z jednego krańca tej wyspy, pojechałem właśnie na jej drugi koniec, jednak. A co, wolno.

Niektóre tam miejsca miejscami są tak bardzo podobne do miejsc w polskich Beskidach, gdzie lubiłem jeździć. I jestem przeszczęśliwy, że mam to tutaj pod ręką. Ok, tylko 8 – 9 godzin jazdy samochodem, jak dobrze idzie ☺

A po drodze, podróże jednak kształcą, naprawdę, już na dobre poczułem przyszłość, nawet jak jestem przeciw. Gdyż jestem.

Cyfrowy aparat fotograficzny kupiłem chyba jako jeden z ostatnich. I cały czas marzy mi się powrót do fotografii klasycznej, ciemnia fotograficzna  i te rzeczy. Ok, ten aparat w smartphonie spowodował mój wysyp zdjęć niesłychany. To rzeczywiście wspaniały gadżet. Wszak wszystkie do tej pory zdjęcia, które opublikowałem, są to zdjęcia z telefonu komórkowego. Aż czasem nie mogę w to uwierzyć. I o ile, z komputerami zaprzyjaźniłem się od razu, gdy tylko zacząłem mieć z nimi do czynienia, z aparatem cyfrowym, czy teraz, z samochodem elektrycznym mam jednak autentyczny problem. Ale pewno będę musiał zacząć z tym żyć.

Po raz pierwszy “poczułem” te samochody niedawno, jak “ssą prąd z tego elektrycznego cycka” na parkingu nad morzem, gdzie jeżdżę często. Teraz ten parking ma nie takie mini stacje ładujące, jak na tych zdjęciach poniżej, na parkingu ze stacją benzynową na autostradzie z Londynu do Manchesteru ale można ten swój kabel ładujący podpiąć do elektrycznego gniazdka tam się właśnie znajdującego przy każdym miejscu parkingowym.

już jakiś czas temu przeczytałem, jak to jeden z samochodów elektrycznych marki Tesla, jest najczęściej kupowanym autem w Europie. Dzisiaj już wiem, z tego co widziałem, co jeździ po autostradach w GB i co stoi na przydrożnych parkingach, że tak to właśnie jest. Ciekaw jestem tylko, ile jeszcze takich “elektrycznych cycków” trzeba będzie wybudować “wszem i wobec”, jak zostaną tylko samochody elektryczne. A tak ma właśnie być przecież i to nawet jutro już. Ładowanie takiego samochodu, przynajmniej na dzisiaj, to nie wlanie paliwa na stacji benzynowej w minut kilka i gotowe. To trwa minut w najlepszym razie kilkanaście ale praktycznie i pół godziny, po prostu.

Tęsknię jednak, już, za czasami, gdy były tylko aparaty fotograficzne na film i samochody spalinowe. A zdaje się, że to już było jednak.

________


Opublikowano Emigracja, Podróże | Możliwość komentowania Love Scotland została wyłączona