Berlin

W 20-ta rocznice obalenia Muru Berlinskiego

Berlin to dla mnie magiczne miasto. I co ciekawe, paradoksalnie oba miasta, czyli ówczesny za moich czasów tzw Berlin Wschodni, czyli stolica DDR, wcześniej okupacyjna strefa wpływów ZSRR, jak również tzw Berlin Zachodni, część NRF, wcześniej strefa wpływów aliantów USA, Francji i Wlk.Brytanii.

W Berlinie Wschodnim spędziłem najwspanialsze chyba wakacje mojej młodości. Pojechaliśmy tam wybrańcy krakowskiego środowiska studenckiego na nie wiem jak to nazwać, powiedzmy, ze kilkutygodniowy hufiec pracy. Ale za normalne pieniądze, ówczesne wschodnioniemieckie marki. I to nie małe.

Ci, którzy pamiętają tamte czasy wiedza, ze DDR to był mimo wszystko dla nas siermiężnych Polaków już jednak inny świat. Mimo komunistycznego buta, standard życia i rzec można dobra konsumenckie – np lustrzanka fotograficzna Practica, którą sobie tam kupiłem, nie mówiąc o innym bardzo dobrej jakości sprzęcie wszelkiego typu, no i płyty wytworni Amiga, czasami fantastyczne reprinty wydawnictw zachodnich. A poza tym moje pierwsze spotkanie z prawdziwymi barami piwnymi. Teraz zupełnie nie do wyobrażenia dla współczesnych Polaków, ze pubów mogło nie być w ich kraju. Ale tak było. No i czuło się i oglądało z dachu zakładu pracy, gdzie pracowaliśmy (który mieścił się dokładnie na granicy tych dwóch miast), tę zachodnią podniecającą inność.

Spotykaliśmy się ze studentami z zachodniej części miasta. I to jeszcze bardziej uświadamiało nam, skąd my jesteśmy. Ale byliśmy młodzi, wiec wystarczały nam wtedy marzenia o tym innym świecie, gdzieś tam w duszy chcąc jednak, by tam się znaleźć. Poki co Berlin Wschodni oferował wiele – piękno położenia, zieleń, kanały, jeziora, lasy, historię, zabytki  …

A Berlin Zachodni, to moje pierwsze spotkanie z tzw Zachodem “na żywca”. Jechałem do Wlk.Brytanii, do pracy wakacyjnej, oczywiście na czarno. Wszyscy latali tam samolotem. Ja wymyśliłem sobie, ze pojadę tam auto-stopem i jak najtańszym kosztem. Wiec pociągiem pojechałem do Berlina Wschodniego. Tam dotarłem na stacje kolejowa Friedrichstrasse, która była “śluzą” do przemieszczania się publiczności “wte i wewte”, czyli z Berlina Zachodniego do Wschodniego i na odwrót. Na stacji oczywiście pełna galeria Sowieckich żołnierzy kontrolujących wszystko i wszystkich, by nikt aby nie spróbował nielegalnie “czmychnąć na Zachód”.

Niestety muszę przyznać, że zrejterowałem z mojego planu jazdy auto-stopem na Wyspy. Wysiadając bowiem z kolejki S-Bahn na Berlin ZOO nie dałem rady tak od razu “skonsumować” tego zachodniego życia. Byl to jednak tak inny świat, od tego, w którym było dane mi mieszkać, ze mając możliwość skorzystania z innego środka lokomocji, w postaci pociągu, wybrałem to drugie i przez Hannower, Rotterdam i Harwich znalazłem się w Londynie.

Dobrze zrobiłem. Bo w pociągu poznałem fantastycznych Berlińczyków z zachodniej części miasta, z którymi potem wiele lat utrzymywałem kontakt, odwiedzałem ich często, poznając uroki tamtej strony Berlina, nie mówiąc, ze w “czarnym” okresie stanu wojennego pomagali mi, by potem otrzymać od nich zaproszenie na mój pierwszy “powojenny” wyjazd do wolnego świata.

Bylem u nich nieco wcześniej, aniżeli redaktor P.Semka: 20 lat temu pod Reichstagiem. Tak się złożyło, ze uczestniczyłem w ostatniej paradzie wojskowej z okazji bodajże święta narodowego DDR. Zachciało mi się zobaczyć i być po wschodniej stronie miasta i specjalnie tam pojechałem. Okazało się, ze po raz ostatni.

Będąc potem nie raz w Berlinie, dziwnie się czułem tam, u moich przyjaciół, którzy mieszkają w dzielnicy Spandau. Jest ona na zachodzie miasta i w czasach jego podziału była końcem Berlina Zachodniego od zachodniej jego strony.

Potem był mur, który był na wyciągniecie reki. Często tam chodziłem. Teraz jadę samochodem do nich prosto z Poczdamu “przejeżdżając” przez mur w miejscu, gdzie przy nim bywałem. To robi wrażenie. Nawet jeszcze dzisiaj, gdy ja już mieszkam na stałe po tamtej stronie muru.

Ale żałość serce ściska, ze mur pozostał. Inny już. Nie miedzy systemami politycznymi i krajami, ale mur w nas samych, odgradzający jednych Polaków od drugich.

Advertisements

About krzysztof bekiersz cbrengland

Polak na emigracji
This entry was posted in W podrozy i nie tylko. Bookmark the permalink.

zostaw komentarz

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s